piątek, 19 lipca 2013

||.02.|| Wybierasz się gdzieś?

Ile minęło? Dzień, półtora? Kocham Was ludzie, za te komentarze.
Piotrku, lubię rude włosy, dlatego główna bohaterka takie ma. Żadnego powiązania do mojej osoby c:
Moniko, Tobie dedykuję końcówkę rozdziału xD.
Asiu, Tobie dedykuję całe to opowiadanie. Love you <3.

 Niestety, nie mogłam wytrzymać i wrzucam rozdział bez poprawek. Liczę na wytykanie błędów ^^.

O2. WYBIERASZ SIĘ GDZIEŚ?



Ze snu wyrwał ją czuły, jednakże przerażająco zimny dotyk, muskający jej skórę po policzku. Dziewczyna jednak nie czuła się źle. Wręcz przeciwnie. Zdążyła się przyzwyczaić do zimna, a jedyne co odczuwała, to przyjemność. Nie chciała otwierać oczu. Nie chciała się przekonywać, kto sprawia jej tyle dobroci. Po kilku chwilach jednak, powtarzające się ruchy zaczęły ją lekko nużyć, dlatego mozolnie przeciągnęła się, otwierając oczy. Jakże wielkie było jej zdziwienie, gdy zauważyła tylko poruszający się baldachim i szybko rozpływający się cień. Nagle zdała sobie sprawę, że to wszystko mogło być jedynie snem.
Rozciągnęła śpiące mięśnie jeszcze raz, przechodząc do pozycji siedzącej. Nie chciała wstawać. Był to dla niej wielki trud po tym, co doświadczyła wczoraj. Chciała jak najdłużej pospać, aby zregenerować siły. Jednak doskonale pamiętała, że w tym domu jest jedynie gościem i nie chciała denerwować gospodarza. Tylko ten fakt motywował ją do ruszenia swoich szanownych czterech liter.
Z zamyślenia wyciągnął ją szum wody, który usłyszała z drzwi łazienkowych. Nie była z tych osób, które bały się niewiadomo czego. Pomyślała, że to służba Nataniela. Przekręciła głowę w przeciwną stronę. I znów ten wiatr i przemykający cień.
- No super, mam zwidy – powiedziała sama do siebie. Wyszła spod baldachimu, udając się do pomieszczenia obok. – Albo i nie… - dodała, widząc, że wanna stoi po brzegi w pianie, a w całej łazience unosi się aromatyczny zapach olejków. Uśmiechnęła się lekko i ściągnęła resztki ubrania. Natychmiast wskoczyła do wanny, oddając się chwili.

***

Cała trzęsła się ze strachu od rana. Mimo tego, że ostatnio coraz częściej podnosiła głos na córkę, kochała ją i nie wyobrażała sobie życia bez niej. Straciła już męża. Nie chciała być samotna. Nadia nie wróciła na noc, co oznaczało, że albo znalazła nocleg, u któregoś z przyjaciół, albo stało się coś poważnego. Liczyła, że ma rację co do pierwszej wersji, jednak wolała zostawać realistką. Natychmiast pochwyciła telefon i wykręciła numer do jedynego przyjaciela córki – Damiana.
- Halo… - powiedział zaspanym głosem chłopak, uprzednio naciskając zieloną słuchawkę w telefonie.
- Dzień dobry, tutaj mama Nadii – przedstawiła się.
- O, dzień dobry. W jakiej sprawie pani dzwoni? – chłopak poruszył się, przypominając sobie wczorajszą sytuację.
- W sprawie córki. Czy nie jest czasem u ciebie? – kobieta jak najszybciej chciała się dowiedzieć faktów.
- Była u mnie wczoraj… Niech pani wybaczy, ale nie mogłem jej wpuścić. Ja po prostu… - tłumaczył się.
- Nie, wszystko dobrze, Damian. Nie musisz się tłumaczyć. Spróbuję do niej zadzwonić.
- Nie jestem pewny, czy odbierze… Może lepiej będzie, jeśli ja zadzwonię? – mówił poirytowany chłopak.
- Dziękuję za chęci, jednak jestem matką i powinnam dopilnować, aby córka była w domu. Do widzenia – powiedziała ostrym tonem, rozłączając się.

Nie tracąc zbędnych chwil, a raczej sekund, wystukała na klawiaturze telefonu, numer telefonu córki. Przyłożyła komórkę do ucha i oczekiwała, aż ktoś odbierze. Wkrótce usłyszała, że ktoś odbiera telefon. Prędko podjęła odpowiednie działania.
- Halo? Nadia? Jesteś tam? Córeczko? – mówiła troskliwie, czekając na odpowiedź, która jednak nie nadchodziła. – Skarbie, błagam, odezwij się, nie rób mi tego. Przepraszam za wczoraj, poniosło mnie, wiesz jak to jest… Córeczko, jesteś tam? – dodała, słysząc lekki śmiech z drugiej strony. – Halo?
- Spójrz za okno – będąc lekko zdezorientowana męskim głosem, posłusznie spojrzała w tył, automatycznie nieruchomiejąc, widząc na balkonie mężczyznę. Bez problemu wszedł do środka, poprzez uchylone drzwi balkonowe i rzucił komórkę na pobliską kanapę.
- K- kim jesteś? Skąd masz telefon mojej córki? – pytała, wystraszona do granic możliwości.
- Więc, jesteś jej matką, tak? – zapytał pewnym siebie głosem, krok za krokiem zbliżając się do swojej nowej ofiary.
- T- tak… Co jej zrobiłeś?! – krzyknęła.
- Jeszcze nic. Spokojnie, pożyje jeszcze jakiś rok, ewentualnie dwa.
- C- co?!
- To co słyszysz tępa kobieto! – zawarczał podenerwowany. – Dziewczyna jest moja. Nie próbuj robić scen, nie znajdziesz jej. Nigdy już nie usłyszysz. Nie zobaczysz. Nie poczujesz. Jest moją własnością. Zapamiętaj – dodał, nieco łagodniejszym, jednak nadal groźnym głosem.
- J- jak to…
- Ech… Pachniesz tak podobnie do niej… Skoro ona ma zostać przy życiu… Ktoś musi ucierpieć – powiedział, uśmiechając się. Jego zielone tęczówki przybrały krwisty kolor, a z zębów wysunęły się dwa kły. Skorzystał ze swoich wampirzych zdolności i w ciągu sekundy był wystarczająco blisko kobiety. Bez problemu wgryzł się w jej szczupłą szyję, pijąc krew z tętnicy. Kobieta, nie mogąc się ruszyć, osłabła po chwili, dając się przytrzymywać wampirowi. Brunet nie mógł przestać, czując jak słodka krew napełnia jego zmysły. Dochodząc do równowagi, zaprzestał picia krwi, kładąc kobietę na kanapie.
- Nigdy by mi tego nie wybaczyła, gdybym uśmiercił jej matkę. Wrócę tu jutro. Do zobaczenia – pożegnał się, a kilka sekund później, nie było po nim śladu.

***

Dziewczyna czując, że wystarczająco dużo czasu leżała w wannie, wstała, wycierając mokre ciało miękkim ręcznikiem. Bez niczego na sobie, weszła do sypialni. Przecież i tak wiedziała, że nikt jej teraz nie odwiedzi. Wyciągnęła z torby szare rurki i niebiesko czarną koszulę w kratkę. Włosy związała w kucyk i po ubraniu kurtki i botków, była gotowa do wyjścia. Wzięła torbę do ręki, pakując do niej uprzednio wcześniejsze ubrania i wyszła z pomieszczenia.
- No, super. Którędy teraz? – powiedziała sama do siebie, zauważając, że oby dwie strony korytarza wyglądają identycznie. Pod wpływem instynktu samozachowawczego, udała się w lewo.

***

- O- och… Co się stało… - zamruczała, lekko zdezorientowana. – Nadia… Gdzie jest Nadia?! – krzyknęła, przypominając sobie po trochu, sytuację sprzed kilkunastu minut. Szybko chwyciła za komórkę, czując potrzebę zadzwonienia do Damiana. Miała nadzieję, że tajemniczy mężczyzna nic mu nie zrobił.
- Halo?
- Damian?
- Tak, to ja. Czy udało się pani dodzwonić do Nadii? – był zdenerwowany. Nie chciał, aby jego przyjaciółce stało się coś złego. Poniekąd, była to jego wina, że teraz trzeba było jej szukać.
- Niestety… Wydaje mi się, że Nadia ma spore kłopoty – powiedziała szybko. – Był tutaj ktoś… Posłuchaj, ja nie mogę tego zrobić, jednak ty… - dodała.
- Tak?
- Zadzwoń po wszystkie organy śledcze. Musimy ją znaleźć i zrobię wszystko, aby tego dokonać. Czy jesteś w stanie mi pomóc? – zapytała.
- Oczywiście.
- W takim razie bierzmy się do pracy.
 
***

- Wybierasz się gdzieś? – rudowłosa natychmiast odwróciła się do tyłu, słysząc pytanie.
- O, cześć… Tak, chciałam już wrócić do domu – wytłumaczyła.
- Po co? – z każdym następującym pytaniem, Nataniel robił się bardziej irytujący dla dziewczyny. Chciała już wrócić do domu i zapomnieć o tym wszystkim.
- No… Po prostu.
- Wrócić do domu? Do męczącej matki? Fałszywego przyjaciela? Po co ci to? – powiedział, zbliżając się do Nadii.
- Mimo wszystko, to są moi bliscy. Wybaczyłam im i chcę już iść do nich, zrozum – tłumaczyła, jednak bezskutecznie.
- Tu ci będzie lepiej – dodał, będąc już niebezpiecznie blisko od Nadii. Przykuł jej ciało do ściany obok, a ręce położył po obu stronach głowy dziewczyny, nie dając jej możliwości ucieczki.
- C- co ty robisz… - zapytała speszona rudowłosa.
- Cii – szepnął, zakrywając jej usta jedną dłonią. Po chwili wziął rękę, zastępując ją swoimi ustami. Pocałował ją nagle, namiętnie i łapczywie. Dziewczyna z trudem złapała potrzebny oddech, aby odepchnąć Nataniela.
- Odbiło ci?! Co to do jasnej cholery miało być? – krzyczała.
- Nic na to nie zdziałam, że tak pięknie pachniesz… - odpowiedział, ponownie się do niej zbliżając.
- Że co, kurwa?! – pisnęła.
- Oj, już dobrze. Nie denerwuj się – powiedział, gładząc ją delikatnie po policzku. Dziewczyna już znała to uczucie. Była przerażona i jednocześnie zirytowana faktem, że brunet był rano w jej łóżku. Chciała go uderzyć, jednak porównując swoje siły z jego, zaniechała tego. Jedyne co zrobiła, to odepchnęła jego dłoń.
- Nigdy więcej się do mnie nie zbliżaj – dodała ostro i korzystając z nieuwagi towarzysza, zaczęła szybko iść w lewą stronę. Prędzej czy później, musiałaby dojść do wyjścia.
To było zbyt wiele. Jeszcze nikt, nigdy tak go nie potraktował. Był dwustuletnim wampirem i żadna rozwydrzona nastolatka nie miała prawa go odpychać. Zawsze miał to, co chciał i zdobywał to, choćby siłą. Skoro dziewczyna nie chciała się poddać po dobroci, musiał pokazać jej swoją ciemną stronę.
- Nie uciekniesz mi! – rzucił pospiesznie idąc w drugim kierunku. Nadia, widząc, że brunet nie ma zamiaru jej ścigać, odetchnęła z ulgą. Nie wiedziała, dlaczego próbował ją nastraszyć, jednak jedyne o czym teraz myślała, to o wyjściu.

Mężczyzna, znając na pamięć plan swojej posiadłości, użył wampirzej zdolności i zaczął biegnąć. Przebiegając kilka korytarzy, mógł zaskoczyć dziewczynę, podchodząc od niej z przodu. Po chwili, był w tym samym miejscu, co ona.
- Co do… - nie było jej dane skończyć.

Przybliżył się do niej do granic możliwości i nie tracąc chwili, wpił się w jej usta. Wiedząc, że będzie się opierać, przycisnął ją do siebie, otulając ramionami w pasie. Rozchylił jej usta językiem, nakazując dziewczynie, aby odwzajemniła pocałunek. Musiała przyznać, podobało jej się to, jednak nie chciała się do tego przyznawać. Pozwoliła oddać się jego powolnym, namiętnym ruchom. Chwilę później również odwzajemniła czynność, błądząc językiem w jego ustach i co chwila napotykając się na jego. Zjechał dłońmi na jej pośladki, podnosząc ją lekko do góry, a ona, nie opierając się jego ruchom, oplotła go nogami. Wyczuła, że na twarzy czarnowłosego pojawia się lekki uśmiech. Przycisnął ją mocniej do ściany, po czym oddalił się na chwilę. Zostawił zdezorientowaną Nadię w korytarzu, by później znowu się tam pojawić, zapraszając ją do swojej sypialni. Dziewczyna zmarniała. Nie wiedziała, czego on od niej oczekuje. Ona go nie znała, ani nie wiedziała kim jest. Zdziwiły ją szybkie ruchy Nataniela, gdy ten zaskoczył ją na korytarzu.
- Prędzej czy później i tak cię zdobędę. Po co to przedłużać? – powiedział, pewnym siebie głosem. Stała tak w przedpokoju, nie wiedząc co zrobić. Wampir westchnął cicho i podszedł do dziewczyny, kontynuując to, co zaczął. Złączeni ze sobą, weszli do jego sypialni. Rzucił ją na miękkie poduszki, co przyjęła z lekką dezaprobatą, jednak nie sprzeciwiała się. Po chwili, dołączył do niej, rozpinając jej koszulę i rzucając przed łóżko. Po chwili Nadia leżała pod brunetem w samej bieliźnie. Nataniel, nadal całując dziewczynę w poprzek jej półnagiego ciała, sam ściągnął swoje ubranie. Rudowłosa zamknęła oczy, oddając się chwili. Gdy oboje leżeli nadzy, oddając się osobistym pieszczotom, Nataniel nie mógł wytrzymać. Był spragnionym wampirem, pragnącym jak najwięcej słodkiej krwi. Nakłuł delikatnie tętnicę w jej szyi, sącząc powoli krew, aby nie zabolało.
- C- co ty robisz… - zapytała zdezorientowana.
- Spokojnie, nie będzie bolało – szepnął jej czule do ucha, całując je lekko.
- A- ale… - zająknęła się. Nie wiedziała co ma robić. Dość, że robi to bez zabezpieczenia, to jej kochanek ją gryzie. Była zdezorientowana na wszystkie możliwe sposoby, jednak próbowała zachować spokój. Liczyła, że po tym wszystkim jej to wytłumaczy. Cieszyła się, że nie boli.
Brunet zdał sobie sprawę, że nie może pić więcej krwi. Później nie dałby rady się powstrzymać. Aby zapomnieć o czerwonej cieczy, ponownie zajął się jej ustami. Nie mogąc zahamować wampirzego instynktu, przekuł lekko jej wargę, sącząc kropelki krwi, wydostające się na zewnątrz. Nie chcąc dłużej przedłużać i czując, że jego ciało jest gotowe, wszedł w nią, odbierając ostatnie milimetry, jakie dzieliły ich ciała. Rudowłosa jęknęła cicho i  poczuła się niezwykle błogo, gdy Nataniel zaczął się ruszać. W jednej chwili przypłynęła do niej wielka przyjemność z tych ruchów. Brunet również, im dłużej i szybciej wykonywał tą czynność, zaczął czuć niezwykłą ekscytację. Nadia chwyciła mocno dłońmi kołdrę, jąkając cicho.
- Ten dzień stał się lepszy – zażartował, rozłączając ich ciała i ponownie stykając się z jej ustami.

5 komentarzy:

  1. Dziekuje za dedykacje końca działu. Jestem mile zaskoczona nawet jesli dane mi bylo czytac fragmenty przed publikacja. Nie moge doczekac sie 3 dzialu. Czy dziewczyna juz bedzie wolala zostac u kochanka?

    OdpowiedzUsuń
  2. Naprawdę masz talent do pisania *o* Nie mogę się doczekać 3 rozdziału XD

    OdpowiedzUsuń
  3. Cudo, cudo, cudo. Dziękuje za tą dedykację. <3
    Piszesz świetne opowiadania. Nie mogę doczekać się następnych.

    OdpowiedzUsuń
  4. Paula ! Chce trzeci rozdział !

    OdpowiedzUsuń
  5. To jest CUDNE! Uwielbiam romanse paranormalne takie jak ten. Nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału.
    Pozdrawiam ! (długo nie piszesz- to jedyny minus)

    OdpowiedzUsuń