czwartek, 18 lipca 2013

||.01.|| Można mu ufać.

Cóż. Jakoś nie mogłam wytrzymać i musiałam wstawić pierwszy rozdział. Tak mnie to gryzie, że nie wiem. Za uszkodzenia wzroku nie odpowiadam~

O1. MOŻNA MU UFAĆ.

- Nienawidzę cię! Nienawidzę! O wiele bardziej pomogły mi obce osoby, niż własna matka! Skoro mnie nie chciałaś od początku, to dlaczego jeszcze żyję? - osiemnastolatka po raz pierwszy podniosła głos na matkę. Miała dość jej wiecznych kłótni, przerastały ją sytuacje, kiedy stawała się kozłem ofiarnym. Jej marzeniem było żyć, jak inni rówieśnicy.
- Bo wydawało mi się, że jest jeszcze szansa dla takiej kurwy! Myliłam się, wybacz mój błąd, podła szmato - z każdym słowem rodzicielki, dziewczyna płakała bardziej. Mimo wszystkich sprzeciwności, kochała ją i chciała, aby wszystko się ułożyło. Po ostatnich słowach, rzuciła się na kolana i zakryła twarz dłońmi. Czuła, jak krokodyle łzy moczą jej koszulkę i dłonie.
- Jak możesz mi to robić. Robiłam wszystko, aby żyło nam się dobrze. Spełniałam każde twoje polecenie - powiedziała przytłumionym głosem. - A ty tak mi się odwdzięczasz? Masz czelność nazywać się matką? Jesteś nikim. Zerem. Idź się smaż w piekle - dziewczyna dziwiła się samej sobie, że potrafiła utrzymać stoicki spokój w takiej sytuacji. Była z siebie dumna, że nie upodobniła się do tej kobiety i potrafi zachowywać się na poziomie.
- Nie chcę cię znać! Jesteś nic nie wartą suką! Idź się kurwij, z którymś z twoich kolegów, co tu jeszcze robisz? Leć! - kobieta popchnęła ją lekko, jednak to wystarczyło, aby córka leżała na ziemi. Zacisnęła mocno oczy, aby nie wydobywać z siebie więcej łez. Nagle poczuła niespodziewany przypływ energii. Uświadomiła sobie, że nie może dać sobą pomiatać. Tyle w życiu osiągnęła. Zdała maturę, wybierała się na studia, a nawet znalazła pracę. Była samodzielna i nikt nie mógł jej czegokolwiek zarzucić. Nikt nie był wart jej przezywać. Nie, nie była zbyt pewna siebie. Matka przestała jej pomagać, odkąd skończyła osiemnaście lat. Wiedziała, że doskonale sobie poradzi bez niej.

Po chwili ciszy i namysłu, bez słowa podniosła się z ziemi i udała do swojego pokoju. Zamknęła drzwi na klucz i mimo protestów matki, zaczęła pakować najważniejsze rzeczy to torby. Zdziwiło ją zachowanie kobiety. Najpierw obrzuca nią oszczerstwami, by potem dobijać się do drzwi i krzyczeć, by wyszła. Najszybciej jak tylko mogła, zapakowała kosmetyki i kilka ubrań.
- Wyjdź stamtąd! Nie zasługuję na to, żebyś mnie ignorowała! - krzyczała w niebogłosy. Jednak dziewczyna się tym nie przejmowała. Miała w głębokim poważaniu jej dumę. Ignorowała ją. - Wyłaź, albo rozwalę te drzwi! - wiedziała, że tego nie zrobi. Nadal nic sobie nie robiła z jej słów i kontynuowała pakowanie.
-Tak, tyle powinno mi wystarczyć na miesiąc. Potem przecież zarobię, będę mogła sobie kupić, co zechcę - pomyślała. Zacisnęła mocno pięści, trzymając torbę, wiedząc, że jeśli kobieta zacznie ingerować, ta poradzi sobie. - Żegnajcie - powiedziała w myślach do swoich pluszaków. Może to było głupie, ale były z nią od dzieciństwa i ciężko było się z nimi rozstawać. Właściwie, to tylko one były z nią w każdym momencie jej życia. W pewnym momencie spakowała do torby małego, kremowego misia, do którego często się wypłakiwała. Był średniej wielkości. Pod łebkiem, miał zawiązany czerwony szaliczek. W takim samym odcieniu utrzymywały się jego łatki. Nadia lubiła go najbardziej, ponieważ był niezwykle miękki w dotyku. To dlatego wzięła go ze sobą.

Nastolatka po raz ostatni spojrzała na wystrój pokoju. Na małe machoniowe łóżko z błękitną pościelą. Na śliczną toaletkę, wykonaną własnoręcznie przez jej ojca. To była jedna z ostatnich pamiątek po nim. Wyprowadził się z domu pięć lat temu, biorąc ze sobą niemal wszystko i urywając kontakt z rodziną. W oczach nastolatki ponownie zakręciła się łza, jednak nie wypuściła jej na zewnątrz. Spojrzała na swoje odbicie. Długie, rude włosy okalały jej drobną, bladą twarzyczkę i tworzyły świetną kompozycję z błękitnymi tęczówkami. Miała jasną karnację. Wręcz białą. To podobało się w niej najbardziej. Nie raz, ani nie dwa, słuchała opinii o swojej urodzie. Była z siebie dumna, tym bardziej, że nie używała tony kosmetyków. Rudowłosa ocuciła się z amoku i podeszła do śnieżnobiałej firanki, ozdobionej haftowanymi różami. Dotknęła opuszkami palców delikatnego materiału, po czym przesunęła dłonie na granatowe zasłony. Cały pokój, każdy jego szczegół idealnie do siebie pasował. Może to dlatego, że nie było w nim przepychu. Postawiła na białe ściany i lekkie dodatki w postaci odcieni niebieskiego i mahoniu.

Zamyślenie dobrze na nią zadziałało. Uspokoiła się. Bezproblemowo wyszła z pomieszczenia, omijając matkę, nieco zdziwioną jej hardą miną. Najszybciej jak tylko potrafiła ubrała botki. Nie była pewna, czy leciutka kurteczka i bluzka na ramiączkach było dobrym połączeniem. Na dworze panował wieczór, w dodatku był późny wrzesień. Ale obawy zostawiła za sobą. Gdy poczuła dłoń na ramieniu, szybko ją odrzuciła i wyszła z domu trzaskając drzwiami. Na zewnątrz dała upust emocjom. Rozpłakała się na dobre. Zaczęła biegnąć, z każdą sekundą szybciej i szybciej, jednak po chwili zatrzymała się, nie chcąc zaliczyć spotkania z betonem. Uświadamiając sobie, że jest wystarczająco daleko od domu, zwolniła kroku.

Wiedziała gdzie iść. Do jedynego miejsca, w którym czuła się swojo. Do kogoś, kto ją rozumiał. Kto zawsze pocieszył i był z nią w najtrudniejszych chwilach. Przeszła kilka przecznic i już była na miejscu. Zapukała delikatnie do drzwi. Gdy po minucie nikt nie otwierał, zaczęła się niecierpliwić. Otarła łzy, które ponownie zaczęły spływać jej po policzku. Zapukała jeszcze raz i jeszcze delikatniej. Po kilku chwilach opierania się o ścianę, usłyszała ciche pomrukiwanie.
- Idę, idę... Kurwa no, kogo niesie... - mimowolnie uśmiechnęła się. Chłopak przekręcił zamek i oniemiał, gdy zauważył ją... - N- Nadia...? C- co tu robisz... O tej godzinie? Płakałaś?
- No cześć Damian... - zwiesiła głowę. Po raz pierwszy widziała go w takiej sytuacji. Był w samych bokserkach, co lekko zbiło ją z tropu.
- Hm? - mruknął zniecierpliwiony chłopak.
- Uciekłam z domu... Mogę przenocować? - powiedziała prosto z mostu, zerkając na przyjaciela.
- Um... Ale jak to? Ja... Ja nie jestem sam... Raczej nie... Sorry...
- Ale... - chłopak nie dał jej dokończyć.
- Słuchaj, nie rób scen, wracaj do domu, jest późno, nie chcę żeby ci się coś stało.
- Mam wrócić do tej jędzy? - dziewczyna czuła, że jej oczy znów stają się wilgotne.
- No, a gdzie masz iść? Dobrze jest... Weź się w garść... - powiedział oschło, opierając się o framugę. Rudowłosa nie wytrzymała. Znowu zalała się łzami. Miała ochotę na niego nawrzeszczeć.
- I z ciebie jest przyjaciel? Jesteś podłym chamem! Mogłeś mnie wysłuchać przynajmniej, ale nie... I ja... I ja traktowałam cię jak brata? Jesteś parszywym oszustem! - wyładowała z siebie całą frustrację.
- Tłumacz to sobie jak chcesz. Ja też mam życie. Nara! - powiedział, trzaskając drzwiami. Jego zachowanie totalnie dobiło nastolatkę.
Czy tego chciała, czy nie, zsunęła się po ścianie na ziemię i zaczęła spuszczać po policzkach słone krople. Nie mogła wytrzymać. Czuła się nikim. Nikt jej nie chciał. Byłaby szczęśliwa, gdyby nagle na klatce schodowej pojawił się jakiś psychopata i zakończył jej żywot.
- Chujowy oszust! Jak mogłeś udawać mojego przyjaciela! - wstała i zaczęła bić mocno pięściami po drzwiach. Krzyczała bardzo głośno. Tłukła się jeszcze mocniej. Nieubłaganie płakała. Nie obchodzili jej sąsiedzi, których z pewnością obudziła. Chciała się wyżyć. Nie miała nic lepszego do robienia. Po kilku chwilach mocnego dobijania się do drzwi, zauważyła, że jej piąstki są już obtarte. Biła i płakała, teraz też z bólu. - Oszust! - krzyknęła i zsunęła się po drzwiach. Części dłoni zaczęły ją lekko piec. Zauważyła mocne obtarcia. To tylko doprowadziło ją do jeszcze większego szlochu.

Po kilku minutach wrogiej ciszy, ktoś otworzył drzwi, przez co Nadia spadła plecami na podłogę. Z góry patrzył na nią nie kto inny, jak Damian. Po kontakcie wzrokowym z chłopakiem, Nadię przekroczyła znajoma dziewczyna, która na jej widok jedynie prychnęła.
- M- Monika...? T- ty, z nim...? Jak możesz?! Suka! - krzyknęła, przechodząc do pozycji siedzącej.
- Cya! - powiedziała czarnowłosa i zeszła po schodach. Nadia podniosła się z ziemi, patrząc hardym wzrokiem na przyjaciela.
- Ech... Chodź do mnie - brunet odezwał się, rozkładając ramiona, w celu przytulenia dziewczyny.
- Jaja sobie robisz? Przed chwilą ruchałeś tą ladacznicę, a teraz byś mnie przytulał? Wypierdalaj! Jesteś do niczego! - wytarła policzki i wykrztusiła z siebie wszystko.
- Nadi...
- Nie nazywaj mnie tak! Jesteś nikim! Nikim, rozumiesz? - powiedziała, po czym odwróciła się i zbiegła po schodach. Gdy stanęła na dworze, oniemiała. Nie miała pojęcia, co zrobić i gdzie się udać. Jedyną możliwością, było iść przed siebie. Tak też zrobiła.

-Nie wiem co robić. Daj mi jakiś znak. Coś, co mnie poprowadzi. Pomóż - pomyślała, patrząc się w ciemne niebo. Jednak pomoc nie nadeszła. Przeszła spory kawałek, kiedy zauważyła mały plac zabaw. Bezmyślnie podeszła to jednej z huśtawek i usiadła, kołysząc się lekko. Oparła głowę o łańcuch, podtrzymujący zabawkę i zanurzyła się w świecie tylko jej znanych myśli.

-Nikt mi nie pomaga. Po co ja jeszcze żyję na tym świecie. Mogłoby mnie coś rozjechać, byłoby najprościej. Jaki jest mój cel na tym świecie? Żaden. Zawsze tak było. I będzie - nie były to pozytywne myśli, jednak w tej chwili nie mogła myśleć o niczym innym jak o śmierci. Rozsiadła się wygodnie na huśtawce, a pod wpływem delikatnych kołysań, powoli przytłaczała ją woń ze świata Morfeusza.

Natychmiast się ocuciła, kiedy usłyszała kroki. Nie wiedziała kto idzie. I nie miała zamiaru się przekonywać. Jednak nie chciała zostać uważana za nieznajomą osobę za bezdomną, zasypiającą na huśtawce. Dziewczyna zauważyła, że nieznajoma sylwetka zbliża się w jej kierunku. Krok bliżej i tajemnicza postać została zidentyfikowana. Był to mężczyzna, w wieku co najmniej dwudziestu pięciu lat. Przystojny mężczyzna, jak zdołała zauważyć Nadia. Ubrany był w białą, nieco pomiętą koszulę, czarny krawiat, tego samego koloru spodnie i lakierki. Zbadała go od góry do dołu. Wyraźne rysy twarzy okalały czarne włosy, związane w staranny kucyk. Gdy się zbliżył, nastolatka zauważyła, że jego tęczówki mają idealnie zielony kolor. Taki mocny. Odznaczający się. Wyglądał pięknie. Idealnie. Nie miała pojęcia kim jest. Jednak w momencie, gdy mężczyzna usiadł na drugiej huśtawce, poczuła nieodpartą chęć wyżalenia się.
- Hej - powiedział pierwszy.
- H- hej... - rudowłosa zwiesiła głowę, czując zakłopotanie.
- Dlaczego płakałaś? - nieznajomy natychmiast przeszedł do sedna sprawy.
- J- ja?... Ale... Skąd... Pan wie? Jest ciemno... - dziewczyna zająkała się. Gdyby nie panowała późna noc, nie zdziwiłaby się, że zauważył. Ale ta sytuacja była definitywnie skomplikowana.
- Albo jestem supermenem i jeszcze o tym nie wiem, albo pomogła mi latarnia... - zażartował. Nadia mimowolnie uśmiechnęła się. Po raz pierwszy w ten dzień.
- O. No tak. Przepraszam, dzisiaj nie myślę...
- Nie masz za co przepraszać. No więc? Co się stało? - dziewczyna natychmiast zdała sobie sprawę, że on lubi mówić prosto z mostu. I wtykać nos w nie swoje sprawy.
- Nie mam w zwyczaju wyżalać się obcym... - nie była to dobra wymówka, jednak musiała wymyślić coś na poczekaniu.
- Nataniel, miło mi.
- Nadia...
- Już nie jestem obcy. Więc? - dziewczynę zamurowało. Nie chcąc być niemiła, skróciła nieco historię.
- Pokłóciłam się z mamą, uciekłam z domu, potem pożarłam się z przyjacielem i teraz muszę spać na huśtawce... - skoro u niego nie mogła liczyć na trzymanie języka za zębami, nie chciała być gorsza. Brunet spuścił głowę, zamyślając się, by po chwili znów ją podnieść.
- Przenocować cię? - teraz poczuła się zbita z tropu. Ten facet chciał jej zaproponować nocleg, czy tylko jej się zdawało? Ona go nie znała. I wolała nie ryzykować.
- Co? Nie, wybacz, ale nie ma takiego wyjścia. Nie wpraszam się do nieznajomych - wymigała się. Przynajmniej tak myślała...
- Problem w tym, że się nie wpraszasz. To ja cię zapraszam. I wybacz, że to mówię... Ale już nie masz wyjścia. Mam zbyt dobre serce, by zostawiać cię na osiedlu, zupełnie samą. Przecież gdybym chciał, już dawno bym ci coś zrobił... Możesz mi ufać - powiedział, patrząc nastolatce prosto w oczy przy ostatnich słowach. Nie wiedziała dlaczego, ale poczuła dziwne ciepło w sercu. W jednej chwili wiedziała, że nie kłamie.
- Ale w osobnym pokoju...? - wolała się upewnić.
- Możesz sobie nawet wybrać - zażartował. Po raz kolejny się rozpromieniła. Nataniel wstał z huśtawki, Nadia zrobiła to samo.

Minęło pół godziny, a dwójka znajdowała się w posiadłości mężczyzny. Dziewczynę zdziwiło kilka faktów. Pierwszy, to wygląd domu. Wyglądał, niczym pałac, o ile nim nie był. Nigdy nic nie wiadomo, ile ten facet zarabiał. Jednak nie obchodziło jej to. Ważne, że miała dach nad głową przez jedną noc. Później mogła poszukać taty. Nie wiedziała jak, ale musiała coś zrobić. Drugi, to służba. Jaki normalny człowiek, oprócz rodzin królewskich, ma służbę? W dodatku ubraną w idealnie wyprasowane i galowe stroje? Jednak i to miała w nosie. Przynajmniej raz mogła poczuć się jak księżniczka. Dla żartów, ale mogła. Trzeci, to co on robił w takiej dzielnicy? Przecież miał taki dom, takie pieniądze, takie auto, TAKIE wszystko. Wyglądało to tak, jakby specjalnie tam przyszedł, z jej powodu. Jednak autentyczność tego faktu wynosiła mniej niż zero. I również miała to gdzieś.

Nataniel, bez zbędnych zagrywek, zaprowadził dziewczynę do pokoju. Do pokoju? To była komnata. Komnata, idealna dla księżniczki. Wnętrze było utrzymane w kolorach bladej czerwieni. Pierwsze, co przyciągnęło jej uwagę, to wielkie łóżko. Nie obyło się bez baldachimu. Wszystko w mocnym odcieniu ciemnej czerwieni. Do pokoju wprowadzały dwupartyjne drzwi, w kolorze ciemnego drewna. Ciemnego, niczym czarnego. Jednak dało się w nich zauważyć nutkę brązu. Naprzeciw łóżka stała duża kosmetyczka, z równie dużym lustrem. Oczywiście, bordowa. Po lewej stronie zauważyła dwie, drewniane, dość obszerne szafy. Nie miała najmniejszego zamiaru tam zaglądać. Po prawej stronie było wejście na balkon i okno. Ciemne zasłony, były dodatkiem do śnieżnobiałych firanek, praktycznie całych w cieniutkie niteczki, przedstawiające nieznany wzór. Ściany były w kolorze bladej czerwieni.
- Podoba się? - zapytał nieśmiało brunet.
- Pytasz jeszcze? - odpowiedziała pytaniem na pytanie i natychmiast rzuciła się na łóżko, powodując drgnięcie poduszek, znajdujących się obok. - Tego potrzebowałam... Dziękuję - dodała, uśmiechając się szeroko do mężczyzny.
- Nie masz za co. Czuj się jak u siebie - odwzajemnił uśmiech, ukazując rządek białych zębów. - Tam jest łazienka, korzystaj śmiało - skierował rękę na kolejne drzwi, znajdujące się w pokoju. - Ja idę. Dobranoc - dodał, rzucając na pożegnanie czuły uśmiech.

Po kolejnej połówce godziny, wybiła jedenasta w nocy. Dziewczyna oniemiała, patrząc na zegarek. Na szczęście była już gotowa do spania. Łazienka była równie fascynująca, co pokój. Duża wanna mogła pomieścić, co najmniej dwie osoby, a całe pomieszczenie było wysadzane maleńkimi, białymi kafelkami. To był piękny widok. Zmyła delikatny makijaż, posiedziała chwilę w wodzie, wytarła się dokładnie i rozczesała włosy. Nie chcąc wyciągać ubrań z torby, postawiła na koszulkę, którą miała na sobie. Była dosyć długa i miała na sobie jedynie wąsy a'la Sherlock Holmes. Była idealna do snu. Z resztą, dziewczyna wiedziała, że nikt nie ma zamiaru odwiedzać jej w nocy. Położyła się w wygodnym łóżku, zaciągając baldachim, obejmujący wszystkie strony wypoczynku. Dziewczyna natychmiastowo zasnęła, oddając się w objęcia Morfeusza.

6 komentarzy:

  1. Ja chce drugi rozdzial! Mialam lzy w oczach .. Serio ? Monika .. przespaaaalam sie z Damianem

    OdpowiedzUsuń
  2. Genialne bardzo mnie wciągnęło. Czekam na drugi rozdział. xd

    OdpowiedzUsuń
  3. Bosz, to wciąga :OO ja chce 2 rozdział no :c

    OdpowiedzUsuń
  4. Przyznam, że bardzo wciągające było. To świetne opowiadanie - świetny rozdział. Odniosłem wrażenie, że Nadia z wyglądu jest Tobą, prawda? I coś jeszcze czuję, że była cząstka Ciebie w fabule, choć to tylko przeczucia. Swoją drogą, przedstawiłaś bardzo dojrzały świat. Ma się takie wrażenie po nienagannej polszczyźnie bohaterów, poważnej kłótni z matką i tym, jak Monika przespała się z Damianem. Nie ma lekko ta dziewczyna. Ciekawi mnie ten Nataniel... Zresztą, ktoś musiał wybawić Nadię, co nie? Już widzę, że coś między nimi musi być.

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. PS: Ustaw na blogu odpowiednią strefę czasową, bo zła godzina jest przy komentarzach. ;)

      Usuń
  5. 42 yr old Executive Secretary Annadiane D'Adamo, hailing from Guelph enjoys watching movies like "Out of Towners, The" and Dowsing. Took a trip to Madara Rider and drives a Econoline E150. wiecej porad

    OdpowiedzUsuń