Piotrku, lubię rude włosy, dlatego główna bohaterka takie ma. Żadnego powiązania do mojej osoby c:
Moniko, Tobie dedykuję końcówkę rozdziału xD.
Asiu, Tobie dedykuję całe to opowiadanie. Love you <3.
Niestety, nie mogłam wytrzymać i wrzucam rozdział bez poprawek. Liczę na wytykanie błędów ^^.
O2. WYBIERASZ SIĘ GDZIEŚ?
Ze snu wyrwał ją czuły, jednakże
przerażająco zimny dotyk, muskający jej skórę po policzku. Dziewczyna jednak
nie czuła się źle. Wręcz przeciwnie. Zdążyła się przyzwyczaić do zimna, a
jedyne co odczuwała, to przyjemność. Nie chciała otwierać oczu. Nie chciała się
przekonywać, kto sprawia jej tyle dobroci. Po kilku chwilach jednak,
powtarzające się ruchy zaczęły ją lekko nużyć, dlatego mozolnie przeciągnęła
się, otwierając oczy. Jakże wielkie było jej zdziwienie, gdy zauważyła tylko
poruszający się baldachim i szybko rozpływający się cień. Nagle zdała sobie
sprawę, że to wszystko mogło być jedynie snem.
Rozciągnęła śpiące mięśnie jeszcze raz,
przechodząc do pozycji siedzącej. Nie chciała wstawać. Był to dla niej wielki
trud po tym, co doświadczyła wczoraj. Chciała jak najdłużej pospać, aby
zregenerować siły. Jednak doskonale pamiętała, że w tym domu jest jedynie
gościem i nie chciała denerwować gospodarza. Tylko ten fakt motywował ją do
ruszenia swoich szanownych czterech liter.
Z zamyślenia wyciągnął ją szum wody, który usłyszała z
drzwi łazienkowych. Nie była z tych osób, które bały się niewiadomo czego.
Pomyślała, że to służba Nataniela. Przekręciła głowę w przeciwną stronę. I znów
ten wiatr i przemykający cień.
- No super, mam zwidy – powiedziała sama do siebie.
Wyszła spod baldachimu, udając się do pomieszczenia obok. – Albo i nie… -
dodała, widząc, że wanna stoi po brzegi w pianie, a w całej łazience unosi się
aromatyczny zapach olejków. Uśmiechnęła się lekko i ściągnęła resztki ubrania.
Natychmiast wskoczyła do wanny, oddając się chwili.
***
Cała trzęsła się ze strachu od rana. Mimo tego, że
ostatnio coraz częściej podnosiła głos na córkę, kochała ją i nie wyobrażała
sobie życia bez niej. Straciła już męża. Nie chciała być samotna. Nadia nie
wróciła na noc, co oznaczało, że albo znalazła nocleg, u któregoś z przyjaciół,
albo stało się coś poważnego. Liczyła, że ma rację co do pierwszej wersji,
jednak wolała zostawać realistką. Natychmiast pochwyciła telefon i wykręciła
numer do jedynego przyjaciela córki – Damiana.
- Halo… - powiedział zaspanym głosem chłopak,
uprzednio naciskając zieloną słuchawkę w telefonie.
- Dzień dobry, tutaj mama Nadii – przedstawiła się.
- O, dzień dobry. W jakiej sprawie pani dzwoni? –
chłopak poruszył się, przypominając sobie wczorajszą sytuację.
- W sprawie córki. Czy nie jest czasem u ciebie? –
kobieta jak najszybciej chciała się dowiedzieć faktów.
- Była u mnie wczoraj… Niech pani wybaczy, ale nie
mogłem jej wpuścić. Ja po prostu… - tłumaczył się.
- Nie, wszystko dobrze, Damian. Nie musisz się
tłumaczyć. Spróbuję do niej zadzwonić.
- Nie jestem pewny, czy odbierze… Może lepiej będzie,
jeśli ja zadzwonię? – mówił poirytowany chłopak.
- Dziękuję za chęci, jednak jestem matką i powinnam
dopilnować, aby córka była w domu. Do widzenia – powiedziała ostrym tonem,
rozłączając się.
Nie tracąc zbędnych chwil, a raczej sekund, wystukała
na klawiaturze telefonu, numer telefonu córki. Przyłożyła komórkę do ucha i
oczekiwała, aż ktoś odbierze. Wkrótce usłyszała, że ktoś odbiera telefon. Prędko
podjęła odpowiednie działania.
- Halo? Nadia? Jesteś tam? Córeczko? – mówiła
troskliwie, czekając na odpowiedź, która jednak nie nadchodziła. – Skarbie,
błagam, odezwij się, nie rób mi tego. Przepraszam za wczoraj, poniosło mnie,
wiesz jak to jest… Córeczko, jesteś tam? – dodała, słysząc lekki śmiech z
drugiej strony. – Halo?
- Spójrz za okno – będąc lekko zdezorientowana męskim
głosem, posłusznie spojrzała w tył, automatycznie nieruchomiejąc, widząc na
balkonie mężczyznę. Bez problemu wszedł do środka, poprzez uchylone drzwi
balkonowe i rzucił komórkę na pobliską kanapę.
- K- kim jesteś? Skąd masz telefon mojej córki? –
pytała, wystraszona do granic możliwości.
- Więc, jesteś jej matką, tak? – zapytał pewnym siebie
głosem, krok za krokiem zbliżając się do swojej nowej ofiary.
- T- tak… Co jej zrobiłeś?! – krzyknęła.
- Jeszcze nic. Spokojnie, pożyje jeszcze jakiś rok,
ewentualnie dwa.
- C- co?!
- To co słyszysz tępa kobieto! – zawarczał
podenerwowany. – Dziewczyna jest moja. Nie próbuj robić scen, nie znajdziesz
jej. Nigdy już nie usłyszysz. Nie zobaczysz. Nie poczujesz. Jest moją
własnością. Zapamiętaj – dodał, nieco łagodniejszym, jednak nadal groźnym
głosem.
- J- jak to…
- Ech… Pachniesz tak podobnie do niej… Skoro ona ma
zostać przy życiu… Ktoś musi ucierpieć – powiedział, uśmiechając się. Jego
zielone tęczówki przybrały krwisty kolor, a z zębów wysunęły się dwa kły.
Skorzystał ze swoich wampirzych zdolności i w ciągu sekundy był wystarczająco
blisko kobiety. Bez problemu wgryzł się w jej szczupłą szyję, pijąc krew z
tętnicy. Kobieta, nie mogąc się ruszyć, osłabła po chwili, dając się
przytrzymywać wampirowi. Brunet nie mógł przestać, czując jak słodka krew
napełnia jego zmysły. Dochodząc do równowagi, zaprzestał picia krwi, kładąc
kobietę na kanapie.
- Nigdy by mi tego nie wybaczyła, gdybym uśmiercił jej
matkę. Wrócę tu jutro. Do zobaczenia – pożegnał się, a kilka sekund później,
nie było po nim śladu.
***
Dziewczyna czując, że wystarczająco dużo czasu leżała
w wannie, wstała, wycierając mokre ciało miękkim ręcznikiem. Bez niczego na
sobie, weszła do sypialni. Przecież i tak wiedziała, że nikt jej teraz nie
odwiedzi. Wyciągnęła z torby szare rurki i niebiesko czarną koszulę w kratkę.
Włosy związała w kucyk i po ubraniu kurtki i botków, była gotowa do wyjścia.
Wzięła torbę do ręki, pakując do niej uprzednio wcześniejsze ubrania i wyszła z
pomieszczenia.
- No, super. Którędy teraz? – powiedziała sama do
siebie, zauważając, że oby dwie strony korytarza wyglądają identycznie. Pod
wpływem instynktu samozachowawczego, udała się w lewo.
***
- O- och… Co się stało… - zamruczała, lekko
zdezorientowana. – Nadia… Gdzie jest Nadia?! – krzyknęła, przypominając sobie
po trochu, sytuację sprzed kilkunastu minut. Szybko chwyciła za komórkę, czując
potrzebę zadzwonienia do Damiana. Miała nadzieję, że tajemniczy mężczyzna nic
mu nie zrobił.
- Halo?
- Damian?
- Tak, to ja. Czy udało się pani dodzwonić do Nadii? –
był zdenerwowany. Nie chciał, aby jego przyjaciółce stało się coś złego.
Poniekąd, była to jego wina, że teraz trzeba było jej szukać.
- Niestety… Wydaje mi się, że Nadia ma spore kłopoty –
powiedziała szybko. – Był tutaj ktoś… Posłuchaj, ja nie mogę tego zrobić,
jednak ty… - dodała.
- Tak?
- Zadzwoń po wszystkie organy śledcze. Musimy ją
znaleźć i zrobię wszystko, aby tego dokonać. Czy jesteś w stanie mi pomóc? –
zapytała.
- Oczywiście.
- W takim razie bierzmy się do pracy.
***
- Wybierasz się gdzieś? – rudowłosa natychmiast
odwróciła się do tyłu, słysząc pytanie.
- O, cześć… Tak, chciałam już wrócić do domu –
wytłumaczyła.
- Po co? – z każdym następującym pytaniem, Nataniel
robił się bardziej irytujący dla dziewczyny. Chciała już wrócić do domu i
zapomnieć o tym wszystkim.
- No… Po prostu.
- Wrócić do domu? Do męczącej matki? Fałszywego
przyjaciela? Po co ci to? – powiedział, zbliżając się do Nadii.
- Mimo wszystko, to są moi bliscy. Wybaczyłam im i
chcę już iść do nich, zrozum – tłumaczyła, jednak bezskutecznie.
- Tu ci będzie lepiej – dodał, będąc już niebezpiecznie
blisko od Nadii. Przykuł jej ciało do ściany obok, a ręce położył po obu
stronach głowy dziewczyny, nie dając jej możliwości ucieczki.
- C- co ty robisz… - zapytała speszona rudowłosa.
- Cii – szepnął, zakrywając jej usta jedną dłonią. Po
chwili wziął rękę, zastępując ją swoimi ustami. Pocałował ją nagle, namiętnie i
łapczywie. Dziewczyna z trudem złapała potrzebny oddech, aby odepchnąć Nataniela.
- Odbiło ci?! Co to do jasnej cholery miało być? –
krzyczała.
- Nic na to nie zdziałam, że tak pięknie pachniesz… -
odpowiedział, ponownie się do niej zbliżając.
- Że co, kurwa?! – pisnęła.
- Oj, już dobrze. Nie denerwuj się – powiedział,
gładząc ją delikatnie po policzku. Dziewczyna już znała to uczucie. Była
przerażona i jednocześnie zirytowana faktem, że brunet był rano w jej łóżku.
Chciała go uderzyć, jednak porównując swoje siły z jego, zaniechała tego.
Jedyne co zrobiła, to odepchnęła jego dłoń.
- Nigdy więcej się do mnie nie zbliżaj – dodała ostro
i korzystając z nieuwagi towarzysza, zaczęła szybko iść w lewą stronę. Prędzej
czy później, musiałaby dojść do wyjścia.
To było zbyt wiele. Jeszcze nikt, nigdy tak go nie
potraktował. Był dwustuletnim wampirem i żadna rozwydrzona nastolatka nie miała
prawa go odpychać. Zawsze miał to, co chciał i zdobywał to, choćby siłą. Skoro
dziewczyna nie chciała się poddać po dobroci, musiał pokazać jej swoją ciemną
stronę.
- Nie uciekniesz mi! – rzucił pospiesznie idąc w
drugim kierunku. Nadia, widząc, że brunet nie ma zamiaru jej ścigać, odetchnęła
z ulgą. Nie wiedziała, dlaczego próbował ją nastraszyć, jednak jedyne o czym
teraz myślała, to o wyjściu.
Mężczyzna, znając na pamięć plan swojej posiadłości,
użył wampirzej zdolności i zaczął biegnąć. Przebiegając kilka korytarzy, mógł
zaskoczyć dziewczynę, podchodząc od niej z przodu. Po chwili, był w tym samym
miejscu, co ona.
- Co do… - nie było jej dane skończyć.
Przybliżył się do niej do granic możliwości i nie
tracąc chwili, wpił się w jej usta. Wiedząc, że będzie się opierać, przycisnął
ją do siebie, otulając ramionami w pasie. Rozchylił jej usta językiem,
nakazując dziewczynie, aby odwzajemniła pocałunek. Musiała przyznać, podobało
jej się to, jednak nie chciała się do tego przyznawać. Pozwoliła oddać się jego
powolnym, namiętnym ruchom. Chwilę później również odwzajemniła czynność,
błądząc językiem w jego ustach i co chwila napotykając się na jego. Zjechał
dłońmi na jej pośladki, podnosząc ją lekko do góry, a ona, nie opierając się
jego ruchom, oplotła go nogami. Wyczuła, że na twarzy czarnowłosego pojawia się
lekki uśmiech. Przycisnął ją mocniej do ściany, po czym oddalił się na chwilę.
Zostawił zdezorientowaną Nadię w korytarzu, by później znowu się tam pojawić,
zapraszając ją do swojej sypialni. Dziewczyna zmarniała. Nie wiedziała, czego
on od niej oczekuje. Ona go nie znała, ani nie wiedziała kim jest. Zdziwiły ją
szybkie ruchy Nataniela, gdy ten zaskoczył ją na korytarzu.
- Prędzej czy później i tak cię zdobędę. Po co to
przedłużać? – powiedział, pewnym siebie głosem. Stała tak w przedpokoju, nie
wiedząc co zrobić. Wampir westchnął cicho i podszedł do dziewczyny, kontynuując
to, co zaczął. Złączeni ze sobą, weszli do jego sypialni. Rzucił ją na miękkie
poduszki, co przyjęła z lekką dezaprobatą, jednak nie sprzeciwiała się. Po
chwili, dołączył do niej, rozpinając jej koszulę i rzucając przed łóżko. Po
chwili Nadia leżała pod brunetem w samej bieliźnie. Nataniel, nadal całując dziewczynę
w poprzek jej półnagiego ciała, sam ściągnął swoje ubranie. Rudowłosa zamknęła
oczy, oddając się chwili. Gdy oboje leżeli nadzy, oddając się osobistym
pieszczotom, Nataniel nie mógł wytrzymać. Był spragnionym wampirem, pragnącym
jak najwięcej słodkiej krwi. Nakłuł delikatnie tętnicę w jej szyi, sącząc
powoli krew, aby nie zabolało.
- C- co ty robisz… - zapytała zdezorientowana.
- Spokojnie, nie będzie bolało – szepnął jej czule do
ucha, całując je lekko.
- A- ale… - zająknęła się. Nie wiedziała co ma robić.
Dość, że robi to bez zabezpieczenia, to jej kochanek ją gryzie. Była
zdezorientowana na wszystkie możliwe sposoby, jednak próbowała zachować spokój.
Liczyła, że po tym wszystkim jej to wytłumaczy. Cieszyła się, że nie boli.
Brunet zdał sobie sprawę, że nie może pić więcej krwi.
Później nie dałby rady się powstrzymać. Aby zapomnieć o czerwonej cieczy, ponownie
zajął się jej ustami. Nie mogąc zahamować wampirzego instynktu, przekuł lekko
jej wargę, sącząc kropelki krwi, wydostające się na zewnątrz. Nie chcąc dłużej
przedłużać i czując, że jego ciało jest gotowe, wszedł w nią, odbierając
ostatnie milimetry, jakie dzieliły ich ciała. Rudowłosa jęknęła cicho i poczuła się niezwykle błogo, gdy Nataniel
zaczął się ruszać. W jednej chwili przypłynęła do niej wielka przyjemność z
tych ruchów. Brunet również, im dłużej i szybciej wykonywał tą czynność, zaczął
czuć niezwykłą ekscytację. Nadia chwyciła mocno dłońmi kołdrę, jąkając cicho.
- Ten dzień stał się lepszy – zażartował, rozłączając
ich ciała i ponownie stykając się z jej ustami.